Gry multi ze współpracą

Pisane już było po sto razy, zarówno o grach poważnych, jak i tych totalnie idiotycznych. Tym razem pogadam sobie z Wami o moim ulubionym chyba odmóżdżaczu. Pomimo settingu, który na pierwszy rzut oka kojarzy się bezwiednie z raczej straszno-niewesołym klimatem… Cóż, wystarczy drugi rzut oka, by parsknąć śmiechem. Mowa o Left 4 Dead, jednej z ulubionych redakcyjnych strzelanek.

Szczególnie Kradziej (chociaż ja wtóruję mu w tym poglądzie niewiele mniej) nazywa Valve firmą idealną. Gierki przez nich kreowane mają niesamowite fabuły, rewelacyjny gameplay i naprawdę satysfakcjonujące zasady. Mówimy raczej o tych multiplayerowych systemach, chociaż single też robią rządzące. Skąd się zaś wzieło słowo „fabuła” przy sieciowych trybach? Bo i Team Fortress 2 i Left 4 Dead ją oferują!

O pierwszej z gier rozpisał się hardo właśnie Rafał, więc pomijamy. Co do rozwalania zombiaków zaś – tytuły tego typu często były jechane za brak spójnej historii. Valve uznało tym samym, że najwyższa pora zrobić coś o takim autodystansie i absurdzie, żeby ten argument zwyczajnie nie pasował. Główni bohaterowie są osaczeni w różnych, totalnie losowych miejscach, znajdują obok siebie stolik z bronią i na arcade’owych zasadach cisną od punktu A do punktu B. Każdą misję zaczynamy plakatem przypominającym swym wysmakowaniem te filmów grozy klasy „D” sprzed dwudziestu lat. Większość tekstów rzucanych przez postacie (np. komentarze dotyczące aktualnych wydarzeń) brzmią jak najtańsze odzywki z dowolnego chłamowatego „kina akcji”.

I wiecie co? To ma taki klimat, że ojej. Gdy gra się w trzy-cztery osoby w teamie, gdy się odpali survivala albo versusa to macie zagwarantowane umieranie ze śmiechu średnio raz na rzut zombich/respawn teamu. Wyobraźcie sobie, że stoicie w korytarzu. Odwracacie się w stresie i jesteście nos w nos z boomerem. A ten Was obrzyguje i zaczyna się turlać dalej. Wierzcie mi na słowo, że adrenalina i stres połączone z takim triggerem wyzwolą w grającym stuprocentowy rechot. O, albo spadający na twarz tank. Albo gdy trzy osoby naraz spadną z urwiska. Albo gdy się „wymyśli rewelacyjną kampę” i po sekundzie stanie w płomieniach & położy tego pyszałka hunter. Brzmi dziwnie, ale „w praniu” sprawdza się rewelacyjnie.