Kultura w grach #1

Ostatnimi czasy głośno było w branży o Dante’s Inferno – slasherku szykowanym pod egidą Electronic Arts, opartym na monumentalnym poemacie średniowiecznym – Boskiej Komedii Dantego. Zapowiedź sprowadzenia jednego z najgłębszych i najważniejszych dzieł europejskiej literatury do roli tła dla nawalanki podzieliła światek graczy – jedni sarkali na profanację świętości, inni (będący w większości) zachwycali się oryginalnością designu i znakomitą wizją artystyczną.

Niektórzy wreszcie – w tym ja – zaczęli się zastanawiać, jakie jeszcze klasyczne dzieła literackie można zegranizować. Jak wiadomo, przenoszenie książek na ekrany komputerów to sprawa stara jak świat. By daleko nie szukać – Dune 2, powszechnie uznawane za protoplastę wszystkich RTSów, oparte było na jednej z najlepszych sag science-fiction, Kronikach Diuny Franka Herberta. Z klasyką w znaczeniu ścisłym jest już nieco gorzej, wciąż jednak ma ona w świecie gier godnych reprezentantów. Czy przygody Sherlocka Holmesa lub znanego z mitów greckich Jazona nie należą do kanonów kultury europejskiej? A i jednego i drugiego mieliśmy ostatnio okazję animować (odpowiednio w serii przygodówek od The Adventure Company i w przeciętnym action-RPG Rise of the Argonauts). Wciąż jednak pozostaje wiele regałów bibliotecznych nieprzetworzonych jeszcze na zera i jedynki. Kilka moich propozycji, wybranych spośród najklasyczniejszych klasyków:

MISTRZ I MAŁGORZATA

Mówcie co chcecie – jeśli jakimś cudem powstałaby kiedyś obiektywna lista 100 najlepszych powieści świata, to dzieło Michaiła Bułhakowa znalazłoby się spokojnie w pierwszej dwudziestce. Opowieść o Szatanie wizytującym incognito i z niewielką obstawą stalinowską Moskwę, zmieszana z historią Małgorzaty i jej ukochanego Mistrza, autora książki o Poncjuszu Piłacie, jest genialna pod każdym względem. Barwny język, piękny portret komunistycznej rzeczywistości (bez użycia słów „Stalin”, „partia”, „bezpieka” itp.) i mentalności ludzkiej, galeria nietuzinkowych postaci, znakomity, abstrakcyjny humor i głębokie przesłanie… Czy jednak z czegoś takiego można zrobić grę? Owszem, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać pomysłu.

Przyjrzyjmy się dwóm członkom świty Wolanda (jak każe się nazywać Książę Piekieł) – Behemotowi i Fagotowi. Złośliwy czarny kot zmieniający się w niskiego człowieczka oraz diabelski błazen udający byłego regenta chóru cerkiewnego to parka, która Flipa i Flapa utopiłaby w kisielu, Muldera i Scully zapakowałaby do latającego spodka i posłała w najbliższą gwiazdę a Bonnie i Clyde’a skroiłaby do bielizny włącznie. W powieści nasi milusińscy zajmują się głównie umilaniem życia każdemu, kto się napatoczy, poprzez podrzucanie fałszywej waluty, wywoływanie halucynacji, zmuszanie do śpiewania szant całymi dniami, podpalenia i strzelaniny z policją. Czy to nie jest idealny temat na grę? Mącenie w głowach biednym osobnikom homo sovieticus, sztuczki akrobatyczne a la Prince of Persia, niepohamowana destrukcja przedmiotów i mózgownic (to ostatnie trzeba by zrobić w formie jakiejś minigierki…