Majesty: Sovereign of Ardania

Z czasem doczekałem się także rozszerzenia – The Northern Expansion – wprowadzającego między innymi płatki śniegu, parę nowych czarów, Ambasadę (która swoją drogą totalnie zmienia ideę prowadzenia królestwa) oraz dziesiątki nowych misji. I choć to było „to” Majesty, to… Jakoś nie chciałem w nie grać. Przesadzono z rozbudową idei. Zbyt namieszano w statystykach. Ja może przesadzam (albo zrzędzę jak stary tetryk), ale siła oryginału tkwiła – między innymi – w jego prostocie. Ogarnąć zasady można było w niecałe 30 minut. A po trzech godzinach się wymiatało. A po stu godzinach w dalszym ciągu nie łapało się wszystkich trików.

Teraz mówi się o części drugiej. Coż. Niestety – jestem na nie. Brzmię niczym „true pro elo gejmer”, ale taka prawda. Gdy zobaczyłem te pseudo-trójwymiarowe screeny, poczytałem wypowiedzi twórców chcących „zachować to, co przyciągało do monitora fanów oryginału” – przestałem im wierzyć zupełnie. To nie Blizzard, który faktycznie wie, co było kokszące. Gdyby wydano pierwsze Majesty podrasowane do Full HD z dodanym tysiącem misji – o, to by usatysfakcjonowało fanów. Ale też i by się nie sprzedało zupełnie.

Przy czym nie przekonacie mnie, że zrezygnowanie z rozpoznawalnej stylistyki i sięgnięcie po „popularne rozwiązania” faktycznie wyróżni grę z tłumu. No… raczej nie. Zobaczycie – jeszcze się dowiemy za miesiąc, że tak naprawdę można sterować postaciami bezpośrednio.

Nie chcę krakać, ale Paradox robiący część drugą będzie musiał wykonać sto pompek z klaskaniem na rzęsach, by przekonać mnie do tego co stworzą. Raczej jasną przyszłość wróżę jedynie przewidzianemu portowi na DSa. Ograniczenia konsolki może zachowają feeling macierzysty. A co z edycją na PC i X360?

Oby im się udało. Ale nawet jeśli to spieprzą – aż tak mną to nie ruszy. Bo po prostu znowu siądę tyłem do telewizora i PS3, oleję pulpitowe ikonki nowych produkcji i jeszcze raz poszukam kmieci wykradających czarodziejowi skrypty. Albo uwolnię niewinnych chłopów. Albo po prostu zbuduję imperium, o którym zawsze marzyłem. I poprzypalam zadki paru smokom. Oczywiście za pieniądze podatników.