Quick Time Events

Dzięki zastosowaniu takiego a nie innego systemu sterowania, możemy większą część uwagi poświęcić fabule i widowiskowym akcjom, a nie wyprowadzaniu skomplikowanych combosów. Zaś części „przygodówkowe”, dzięki niskiemu poziomowi trudności, ciekawej fabule (na której przebieg wpływają zresztą nasze decyzje, prowadząc do nieco innych misji i aż trzech różnych zakończeń) i ładnie skonstruowanym dialogom, sprawiają równie wiele radochy, co walki i pościgi. (A propos rozmów – ciekawe jest to, że mamy tylko kilka sekund na wybór tematu, który chcemy drążyć, a jeśli nie zdążymy – bohater najprawdopodobniej wybierze ten mniej ciekawy. To zmusza do szybkiego myślenia i podtrzymuje napięcie nawet przy długaśnych gadkach).

Pasjonująca, mroczna opowieść, oryginalne, ale znakomicie się sprawdzające sterowanie, filmowy klimat i widowiskowość. Czy taka gra może nie odnieść gigantycznego sukcesu? Fahrenheit sprzedał się dobrze i zebrał wiele prestiżowych nagród oraz entuzjastycznych recenzji (średnia na metacritic.com – 85/100 oraz tytuł najlepszej przygodówki roku na PC i Xboxa – na PS2 w tej kategorii wygrał opisywany nie tak dawno przez Kradzieja Shadow of the Colossus). Jednak w moim odczuciu – poniósł porażkę. To dzieło miało potencjał, by zrewolucjonizować skostniały gatunek adventure i zmienić sposób, w jaki odbieramy historie opowiadane przez gry wideo. Mogło stać się przełomem, punktem zwrotnym na miarę Diablo, Fallouta, Homeworlda, GTA3. Stało się zaledwie znakomitością jednego sezonu, wspominaną jako coś głębokiego, wartościowego i oryginalnego – ale minionego i niepowtarzalnego. Cóż…

Kto wie, może następny projekt Francuzów – Heavy Rain (określany przez twórców jako dojrzałe, emocjonalne doświadczenie, opowieść, w której gracz jest aktorem, ale też jej reżyserem – wszystko znaleźć można w oficjalnej prezentacji z Games Convention 2008 ) – wywoła prawdziwą rewolucję. Tymczasem jednak możemy pocieszać się prawdziwą ucztą dla ambitnego, poszukującego, inteligentnego i wrażliwego gracza, nieoprawionym diamentem, któremu na imię Fahrenheit. Kto nie miał dotąd okazji zachwycić się jego blaskiem – gorąco polecam. A sam wracam do walącego się w gruzy życia Lucasa. W końcu kto powiedział, że dobre historie można przeżywać tylko jednokrotnie?