William Ralph Wright – twórca gier

Wrightowi było jednak najwyraźniej za mało. Stworzył więc Spore – grę, w której naszym zadaniem jest tworzenie nowych gatunków stworzeń (które, ze względu na casualowy charakter gry, wyglądają dość dziecinnie i zabawnie) i przeprowadzanie ich od stadium kilkukomórkowca pływającego w oceanie przez wyjście na ląd, powstawanie pierwszych prymitywnych plemion i cywilizacji aż do podboju galaktyki. Wszystko zaś – od wciąż ewoluujących stworków, którymi kierujemy, przez narzędzia, budynki, pojazdy i miasta aż po statki kosmiczne – tworzymy za pomocą intuicyjnych, ale dających ogromne możliwości edytorów. I choć nie brakuje w Internecie narzekań na ubogość i uproszczenia rozgrywki (co, jak w przypadku Simsów, zostanie zapewne naprawione w sequelu – zresztą już dodatek Galactic Adventures, dzięki kreatorowi zadań, może dodać Spore’owi głębi), to około 2 milionów sprzedanych egzemplarzy, 100 milionów gatunków stworzonych przez graczy i średnia ocena 84% na portalu metacritic.com wciąż robią wrażenie.

Wadą (przynajmniej dla mnie) obu dzieł Willa Wrighta jest jednak ich nachalna casualowatość. Gry, w których wszystko jest śliczne, kolorowe, uśmiechnięte i dozwolone od lat 10 wywołują we mnie pewną irytację. Czy idea światotworzenia jest jednak wykorzystywana w „poważnych” produkcjach? O tym – i nie tylko – w następnym odcinku. A tymczasem – do przeczytania!